Raz, dwa, trzy wybierasz Ty!

Jeżeli istnieje na tym świecie ktoś, kto wstając rano zawsze wie czego chce, bardzo go proszę, żeby usiadł na przeciwko mnie i powiedział jakim cudem? Ba, niech powie jak robi to, że pomimo tego, że w życiu, jak sztampowo wiadomo można wszystko, on zdecydował się właśnie na coś. Lub kogoś. Czy ma chwile zwątpienia? Bo może jednak inaczej byłoby lepiej? Nie chcę usłyszeć, że im trudniej tym lepiej. Życie nie powinno być trudne, życie powinno być nasze.

Numer jeden – można planować

Można pisać plany, dokładne punkty i podpunkty. Można przewidywać najróżniejsze, najdziwniejsze, nawet nieprawdopodobne scenariusze! Dopuszczalne jest szacowanie, kalkulowanie, rysowanie schematów. Porządek, program działań, strategia, taktyka. Wszystko można dopiąć na ostatni guzik, upiec tort a na nim położyć okrągłą, czerwoną wisienkę, nawet kandyzowaną jeśli ktoś lubi. I tak potem pewni swego, spokojni o nasze sprawy, bo przecież wzięliśmy je w swoje ręce, tak jak każdy pseudoporadnik pseudopsychologiczny radzi i zaczynamy realizować to, co postanowiliśmy.

I co?

I dupa. Hehe.

Bo zawsze  najczęściej dzieje się coś, co zmienia wszystko. Może to być potknięcie się i skręcenie nogi, może to być jakaś książka, która zmieni nasze zdanie, może to być ktoś kogo, jak się potem okaże, dzięki wielu przypadkom, zrządzeniom losu, przeznaczeniu, energii kosmosu czy jak tam sobie ktoś tłumaczy poznajemy i nagle się okazuje, że perspektywa się zmienia, wiatr powiał w innym kierunku i zamiast wisienki jest klops. Ogromny, mięsny klops pod postacią decyzji, którą trzeba podjąć.

Numer dwa – przypadek, zrządzenie losu, przeznaczenie, energia kosmosu…

… palec boży, feng shui, a może efekty naszych wcześniejszych wyborów i decyzji? No właśnie. Ostatniego nie biorę w ogóle pod uwagę, bo jest nudne i kompletnie mija się z tym, że uważam, że nie mamy w pełni wpływu na to, co się dzieje. Los, no już jak zwał tak zwał, ochoczo z nas drwi, męczy i szarpie dając nam mnóstwo trudnych pytań, decyzji do podjęcia, wielu różnych punktów widzenia i żadnej podpowiedzi. I choćbyśmy z całych sił, a nawet z całego serca chcieli i próbowali pozostać przy planie pierwotnym nad którym tak się namęczyliśmy, na którym nam zależało i na który poświęciliśmy ogrom czasu to w świetle nowych okoliczności po prostu może się nie dać tego zrobić, w końcu panta rhei. To co nas spotyka stosuje niezawodny paradoks, że tak, oczywiście mamy wolny wybór. Ale nigdy nie będziemy wolni od konsekwencji naszego wyboru.

Numer trzy – karma

Wierzę, że ogólnie to jakimi jesteśmy ludźmi do nas wraca. Ale uważam, że powinniśmy stawiać siebie na pierwszym miejscu. Egoizm, który nie wykorzystuje innych ludzi to zaleta a nie wada i przeszkadza tak naprawdę tylko ludziom oprócz danego egoisty. Trzymanie się pierwotnej wersji planu tylko i wyłącznie ze względu na innych to masochizm w najczystszej postaci. Trzeba pamiętać o tym, jacy ludzie są cudowni – im bardziej ktoś inny jest spełniony i szczęśliwy tym bardziej im się wydaje, że oni sami nie są.

Zasada karmy jest często stosowana jako usprawiedliwienie strachu przed zmianami, utrzymywania statusu quo, bezpiecznego, śliniącego się wegetowania, na przykład:

wiesz, chciałam to zrobić / bardzo mi zależało / uważam, że powinna byłam, ale byłoby mu przykro”.

No to teraz będzie Tobie. A skoro już bierzemy karmę tak zero-jedynkowo, oko za oko, ząb za ząb to kto wie, czy nasze działanie, które może skrzywdzić kogoś innego, nie jest jego własną karmą?